sobota, 21 czerwca 2014
życie do poprawki
Ostatnio dużo analizuję swoje dotychczas podjęte decyzje i ich konsekwencje. Zaczęłam uczęszczać do psychiatry, powinnam jeszcze chodzić na terapię, ale nie mam na to zbyt wiele czasu, no i tam gdzie mieszkam nie mamy takich wynalazków jak psycholog czy terapeuta.
Chyba te dwadzieścia lat temu nigdy bym nie przypuszczała, że będę korzystała z proszków, aby poprawić swoją jakość swojego życia. Zamiast nabierać sił prosto z kosmosu, codziennie zażywam po dwie tabletki na głowę plus jedną na tarczycę, a wieczorem anty-dzieciową. Powinnam być sponsorowana przez jakiś zakład farmaceutyczny.
Jak to się mogło stać, że w wieku 37 lat jestem na tak zwanym zakręcie. Czyżby bagaż doświadczeń był zbyt wielki?
Co to jest szczęście? Jak ono smakuje? Czy już je znalazłam, czy wciąż czegoś szukam.
Miałam w życiu wiele takich chwil, że padałam na twarz i myślałam, że już nie nigdy nie powstanę, albo, że dalsze życie niema większego sensu. Jednak zawsze jakaś siła - chyba z kosmosu - pomagała mi wstać i jakoś się ogarnąć. Teraz, bez tabletek chyba nie dałabym rady.
Ciągła pogoń za "tym czymś" odebrała mi już siły. Teraz gdy nie mam ochoty już nigdzie biec nagle wszystko zrobiło się jakieś prostsze i wyraźne. Nie w biegu, ale małymi krokami buduję swój świat - ale już nie na nowo. Składam to co już mam. Jest mi tak łatwiej. Może w końcu po tym jak osiągnęłam wewnętrzny spokój, poczują się bardziej szczęśliwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz