środa, 19 marca 2014

mieć i kochać psa...





















Miałam kiedyś psa…chciałam mieć dziecko, ale zdecydowałam się najpierw na psa…musiałam się upewnić, czy nadaję się na mamę. Czy jestem na tyle odpowiedzialna, że wychowam psa, że podołam tym wszystkim obowiązkom związanym z posiadaniem zwierzęcia w domu. Mogę powiedzieć, że przez pierwszy rok może dwa, byłam w miarę dobrym opiekunem. Mimo pracy i studiów,  poświęcałam mu tyle uwagi ile tylko miałam wolnego czasu. Bardzo pomagali mi rodzice, z którymi wtedy mieszkałam… a potem, się zaczęło…praca 50 km do domu, możliwość awansu, studia podyplomowe, nowa miłość….koniec związku, szukanie miejsca na ziemi, wyprowadzka od rodziców, a On był. Cały czas był przy moich rodzicach i czekał na mnie. Cieszył się jak oszalały na mój widok i obrażał, kiedy wyjeżdżałam. Nie jadł dwa dni. Przez te dziesięć kolorowych dla mnie lat, sprowadziłam go w swoim życiu tylko do roli psa.

Ostatni miesiąc jego życia byłam z nim codziennie, żeby zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia. Nie chciałam dać mu odejść.  Od kilku lat obserwowałam, jak się starzał, ale mimo to starałam się o tym nie myśleć. Miał być po prostu zawsze.

Dzień kiedy go straciłam był najgorszym dniem mojego życia. Nagle uzmysłowiłam sobie, ile tak naprawdę wniósł do mojego życia. Był członkiem mojej rodziny, to do niego tak naprawdę przyjeżdżałam.
Parę miesięcy później zdecydowałam, że muszę mieć psa, bo nie wytrzymam tej pustki.  

Pojechałam do schroniska po psa, wyjechałam z małą wystraszoną suczką. Tym razem miałam psa sama, nie było ze mną rodziców.  Naprawdę chciałam dobrze, ale jak może być dobrze, jeśli pies zostaje w domu sam na 10 godzin, ma tylko trzy miesiące i nie za bardzo kuma, dlaczego codziennie zostaje sam w domu. Starałam się nadrobić jej tą samotność wychodząc z nią na kilka spacerów wieczorem, pędząc z nią po osiedlu tuż przed wyjazdem do pracy. Jawnie okazywała mi swoje niezadowolenie, a może to był stres, strach… Schudłam 5 kilo. Nie spałam praktycznie wcale.  Zmieniłam mieszkanie bliżej pracy, by móc w południe wychodzić z nią na spacer, by skrócić ten czas czekania na mnie.

Ona szczekała na mnie, ja na nią krzyczałam. Nagle zdałam sobie sprawę, że chodzę po mieszkaniu na palcach, zamykam za sobą każde drzwi tylko po to by ratować swój majątek przed jej frustracją. Uciekałam do pracy, z zaciśniętymi zębami otwierałam drzwi mieszkania, nie wiedząc zupełnie co tam zastanę… Każdy powrót do domu był dla mnie koszmarem, nie wiedziałam za co mam się najpierw zabrać… sprzątanie kuchni, łazienki…żadne drzwi nie stanowiły dla niej przeszkody. Potrafiła się włamać kompletnie wszędzie.

Poddałam się.

Dałam ogłoszenie i oddałam ją pierwszej osobie, która ją chciała.
Przeżyłam prawdziwą porażkę.  Nie stworzyłam jej takiego domu, jaki chciałam jej zapewnić. Sama nie byłam gotowa na te wszystkie zmiany, wydawało mi się, że jakoś sobie poradzę. Będę miała znowu takiego przyjaciela, że ktoś będzie na mnie czekał w tym pustym mieszkaniu, w tym mieście, gdzie nie mam żadnych przyjaciół. Wewnętrznie czuję, że skrzywdziłam tego psa.
  
Ktoś już raz porzucił, dlatego trafiła do schroniska. Teraz ja oddałam ją komuś innemu. Analizuję dzień pod niu, co zrobiłam nie tak. Czy może to, że tak na mnie długo czekała? Może po prostu nie byłam jeszcze emocjonalnie gotowa na nowego psiaka. Czułam się po prostu strasznie samotna i z tego wszystkiego zrobiłam z niej niewolnika tej mojej samotności.

Teraz ona ma nowy dom, dalej jest psem z ADHD. Biega jak szalona, skacze, szczeka. Jednak ma do tego dużo lepsze warunki. Niedawno ją odwiedziłam. Mimo jej szaleństwa i niewyczerpanych baterii tęsknię za nią bardzo.

Dałam ciała.

Odpoczęłam. Nabrałam sił, trochę poukładałam sobie w głowie. Poszłam do psychiatry. Chcę zmierzyć się ze swoimi problemami. Kilka dni temu zabrałam kolejnego szczeniaka. Tym razem jest to pies zabrany prosto z kojca od mamy.

Nie czeka na mnie dziesięć godzin, tylko zostaje sam najdłużej cztery godziny. Uczymy się siebie nawzajem.

Piszę o tym wszystkim, ponieważ codziennie budzę się z poczuciem winy. Nie popełniajcie tych błędów co ja. Na nowe życie - czy to będzie być pies, czy to będzie dziecko – trzeba być dużo lepiej przygotowanym, niż ja. Nie można wychodzić z założenia, że jakoś to będzie, ponieważ skutki takiego myślenia mogą być dramatyczne. Chciałabym móc jeszcze jakoś naprawić relacje z moją suczką, ale czy mogę znowu zabrać ją z nowego miejsca, gdzie być może w końcu poczuła, że ma swój dom?

Myślałam, że coś takiego nigdy mi się nie przytrafi. Tęsknie za moim pierwszym psem, tęsknie za moim drugim psem. Chcę być lepsza dla mojego nowego trzeciego psa.

Chcę być w końcu bardziej dojrzała.