Miałam kiedyś psa…chciałam mieć dziecko, ale zdecydowałam
się najpierw na psa…musiałam się upewnić, czy nadaję się na mamę. Czy jestem na
tyle odpowiedzialna, że wychowam psa, że podołam tym wszystkim obowiązkom
związanym z posiadaniem zwierzęcia w domu. Mogę powiedzieć, że przez pierwszy
rok może dwa, byłam w miarę dobrym opiekunem. Mimo pracy i studiów, poświęcałam mu tyle uwagi ile tylko miałam wolnego czasu. Bardzo
pomagali mi rodzice, z którymi wtedy mieszkałam… a potem, się zaczęło…praca 50
km do domu, możliwość awansu, studia podyplomowe, nowa miłość….koniec związku,
szukanie miejsca na ziemi, wyprowadzka od rodziców, a On był. Cały czas był
przy moich rodzicach i czekał na mnie. Cieszył się jak oszalały na mój widok i
obrażał, kiedy wyjeżdżałam. Nie jadł dwa dni. Przez te dziesięć kolorowych dla
mnie lat, sprowadziłam go w swoim życiu tylko do roli psa.
Ostatni miesiąc jego życia byłam z nim codziennie, żeby
zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia. Nie chciałam dać mu odejść. Od kilku lat obserwowałam, jak się starzał,
ale mimo to starałam się o tym nie myśleć. Miał być po prostu zawsze.
Dzień kiedy go straciłam był najgorszym dniem mojego życia.
Nagle uzmysłowiłam sobie, ile tak naprawdę wniósł do mojego życia. Był
członkiem mojej rodziny, to do niego tak naprawdę przyjeżdżałam.
Parę miesięcy później zdecydowałam, że muszę mieć psa, bo
nie wytrzymam tej pustki.
Pojechałam do
schroniska po psa, wyjechałam z małą wystraszoną suczką. Tym razem miałam psa
sama, nie było ze mną rodziców. Naprawdę
chciałam dobrze, ale jak może być dobrze, jeśli pies zostaje w domu sam na 10
godzin, ma tylko trzy miesiące i nie za bardzo kuma, dlaczego codziennie
zostaje sam w domu. Starałam się nadrobić jej tą samotność wychodząc z nią na
kilka spacerów wieczorem, pędząc z nią po osiedlu tuż przed wyjazdem do pracy.
Jawnie okazywała mi swoje niezadowolenie, a może to był stres, strach… Schudłam
5 kilo. Nie spałam praktycznie wcale.
Zmieniłam mieszkanie bliżej pracy, by móc w południe wychodzić z nią na
spacer, by skrócić ten czas czekania na mnie.
Ona szczekała na mnie, ja na nią krzyczałam. Nagle zdałam
sobie sprawę, że chodzę po mieszkaniu na palcach, zamykam za sobą każde drzwi
tylko po to by ratować swój majątek przed jej frustracją. Uciekałam do pracy, z
zaciśniętymi zębami otwierałam drzwi mieszkania, nie wiedząc zupełnie co tam
zastanę… Każdy powrót do domu był dla mnie koszmarem, nie wiedziałam za co mam
się najpierw zabrać… sprzątanie kuchni, łazienki…żadne drzwi nie stanowiły dla
niej przeszkody. Potrafiła się włamać kompletnie wszędzie.
Poddałam się.
Dałam ogłoszenie i oddałam ją pierwszej osobie, która ją
chciała.
Przeżyłam prawdziwą porażkę.
Nie stworzyłam jej takiego domu, jaki chciałam jej zapewnić. Sama nie
byłam gotowa na te wszystkie zmiany, wydawało mi się, że jakoś sobie poradzę.
Będę miała znowu takiego przyjaciela, że ktoś będzie na mnie czekał w tym
pustym mieszkaniu, w tym mieście, gdzie nie mam żadnych przyjaciół. Wewnętrznie
czuję, że skrzywdziłam tego psa.
Ktoś już
raz porzucił, dlatego trafiła do schroniska. Teraz ja oddałam ją komuś innemu.
Analizuję dzień pod niu, co zrobiłam nie tak. Czy może to, że tak na mnie długo
czekała? Może po prostu nie byłam jeszcze emocjonalnie gotowa na nowego psiaka.
Czułam się po prostu strasznie samotna i z tego wszystkiego zrobiłam z niej
niewolnika tej mojej samotności.
Teraz ona ma nowy dom, dalej jest psem z ADHD. Biega jak
szalona, skacze, szczeka. Jednak ma do tego dużo lepsze warunki. Niedawno ją
odwiedziłam. Mimo jej szaleństwa i niewyczerpanych baterii tęsknię za nią
bardzo.
Dałam ciała.
Odpoczęłam. Nabrałam sił, trochę poukładałam sobie w głowie.
Poszłam do psychiatry. Chcę zmierzyć się ze swoimi problemami. Kilka dni temu
zabrałam kolejnego szczeniaka. Tym razem jest to pies zabrany prosto z kojca od
mamy.
Nie czeka na mnie dziesięć godzin, tylko zostaje sam
najdłużej cztery godziny. Uczymy się siebie nawzajem.
Piszę o tym wszystkim, ponieważ codziennie budzę się z
poczuciem winy. Nie popełniajcie tych błędów co ja. Na nowe życie - czy to
będzie być pies, czy to będzie dziecko – trzeba być dużo lepiej przygotowanym,
niż ja. Nie można wychodzić z założenia, że jakoś to będzie, ponieważ
skutki takiego myślenia mogą być
dramatyczne. Chciałabym móc jeszcze jakoś naprawić relacje z moją suczką, ale
czy mogę znowu zabrać ją z nowego miejsca, gdzie być może w końcu poczuła, że
ma swój dom?
Myślałam, że coś takiego nigdy mi się nie przytrafi. Tęsknie
za moim pierwszym psem, tęsknie za moim drugim psem. Chcę być lepsza dla mojego
nowego trzeciego psa.
Chcę być w końcu bardziej dojrzała.
